Ilustrowany Kuryer Codzienny/ 01.08.1936/ Kraków/ Rok 27, Nr 212

Jak Janosik za swoje łotrostwa został skazany na śmierć.

Że Janosik, bohater dwóch narodów, postać opromieniona legendą i literackim nimbem, to nie mit ludowy, lecz realny zbójnik, który został stracony w r. 1713 w miasteczku Lipt. św. Mikulaszu, po zupełnej normalnej rozprawie sądowej, wykazał to młody krakowski historyk p. Józef Krzyżanowski, drukując przed miesiącem pierwszą część rozprawy pt. „Proces Janosika” w „Przeglądzie Współczesnym”. P. Krzyżanowski zdołał pierwszy odkryć akta sądowe procesu, które uważano za zaginięte. W ten sposób ubiegł on chlubnie węgierskich, czeskich i słowackich historyków.

Przedstawiliśmy już w jednym z poprzednich artykułów za Krzyżanowskim, dzieje Janosika, jak to jako syn dosyć zamożnych górali ze Spiszu, zaciągnął się najpierw do powstania „Kuruczów”, później został wzięty do wojska cesarskiego i tam zapoznał się z odbywającym karę zbójnikiem Uhorczikiem. Gdy Uhorczik zbiegł z więzienia, Janosik po wykupieniu go z wojska przez rodziców, przystał do bandy. Uhorczik po jakimś czasie porzucił zawód, a bandę objął najzdolniejszy z jego podwładnych – Janosik.

Rozwiana legenda Janosika.

Został schwytany stosunkowo szybko. Ledwie trzy lata zbójnikował po słowackiem Podhalu od r. 1711 – 1713. Stawiony przed sądem przyznał się do wszystkiego, lub prawie wszystkiego bez tortur. Zeznania jego ujęto w 11 punktów. A więc napada on na jakiegoś pana Radwańskiego, który ciągnie do Turcji na pogrzeb pana Petrycego i – rabuje mu juki. Na drodze między Ważcą a Wychodną obrabowuje wdowę po cesarskim oficerze Schardon. Na Żarach w Turczy urządza zasadzkę na pana Pawła Rewai i zabiera mu broń, m. in. srebrną szablę. Nad rzeką Wag napadają zbójcy Janosikowi na żonę proboszcza ze Św. Jana i zdzierają z niej odzienie. Pod Strecznem napadli na plebana z Orawy, również zdarłszy z niego duchowne ubranie. Jak widzimy same drobne łupiestwa, zupełnie „niegodne” tak sławnego zbójnika. Chcielibyśmy może, żeby, jak to chce legenda, Janosik na czele swoich kilkuset ludzi zdobywał te bogate miasteczka, żeby długi sznur wozów uprowadzał potem Janosikowe łupy – tego wszystkiego nie było. Akt oskarżenia nie zarzuca Janosikowi jakiejś takiej wyprawy. Wprawdzie wspomina, że wpadał on też i do miasteczek. Musiały to być jednak zupełnie drobne ekspropriacje. Tak drobne, że nieraz zadowalał się zdobyczą jednego talara.

Kiedy indziej jest zadowolony, jak na kupcach wędrownych posiędzie beczkę wina, wtedy hulaj dusza. Najbardziej lukratywny napad udał się na niejakiegoś p. Skałkę, który wiózł bagaż ze złotemi i srebrnemi przedmiotami. Rzeczy te częściowo zbójcy rozdzielili między siebie, częściowo rozdali. I tak pierścionki podarowali kobietom i dziewczętom w Tarchowej – z pewnością, nietylko za uśmiech. Szkatułkę ze złotym sprzętem wziął niejaki Plausik z Dunajowa (może na przechowanie), zegarki, srebrne łyżki, pałasz, siodło itd. zatrzymał dla siebie Janosik i ukrył częściowo w górach, a częściowo w jakiejś stodole.

Unikał rozlewu krwi.

Terenem działalności Janosika były przeważnie południowe stoki Tatr, zapuszczała się banda jednak i na Śląsk. W każdym razie na terytorium Polski się nie zapuszczał. Charakterystyczną cechą tej „roboty” jest fakt, iż unikał on rozlewu krwi. Wypadki zamordowania broniących się, były wyjątkowe. Raz tylko ranił śmiertelnie Janosik księdza z Demanicy, który bronił się przed rabusiami. Banda operowała podzielona na kilka oddziałów, bo przy tym systemie roboty większe skupienie bandytów byłoby tylko zawadą. Zbójnicy podkradali sobie wzajemnie łupy, nieraz na tle rozdziału łupów przychodziło między nimi do krwawych zatargów. Banda nie dokonywała rozbojów w zimie. Zapewne głównie z tego powodu, że spowodu ściągania na jesień pastuchów z hal, traciła schronienie i oparcie w trudno dostępnych bacówkach i szałasach. To też na zimę rozpraszała się i rabusie godzili się po gospodarstwach jako parobcy.

Zgodnie z ówczesnym światopoglądem, zarzuca akt oskarżenia Janosikowi jeszcze inne zbrodnie, mianowicie: czarnoksięstwo, oddanie się na usługi djabłu, kradzież hostji, którą zbóje nakłuli, żeby z niej ściekała krew. Krwią tą pomazane klingi miały chronić właścicieli przed złą przygodą.

Janosik na torturach.

Po przesłuchaniu świadków prokurator postawił wniosek na karę śmierci, zażądał przedtem jednak dodatkowo poddania Janosika torturom, a to w tym celu, ażeby uzyskać tą drogą potwierdzenie jego zeznań. Zeznania przypieczętowane torturą, w przekonaniu prokuratora, nie mogą budzić podejrzeń co do swej wiarogodności, zupełnie przeciwnie zaś zeznania złożone bez tego prawnego środka.

Na nic zdały saę wywody obrońcy Pallugyai’a, który przytaczając okoliczności łagodzące, żądał uwolnienia podsądnego (tak!). Cóż to za okoliczności? A więc Janosik stał pod wpływem Uhorczika, który, odebrał od niego przysięgę na wierność -a zbój nie chciał być krzywoprzysięzcą. -Była chwila, iż chciał porzucić swoje niecne rzemiosło i powrócić do rodzinnej wioski, ale obawa kary powstrzymała jego dobre zapędy. W każdym razie bezcelowe byłoby poddanie Janosika torturom, wobec tego, iż do wszystkiego się przyznał.

Wnioski obrońcy zostały odrzucone. Janosik przeszedł najpierw lżejszą, potem cięższą torturę, wreszcie 18 marca 1713 r. został w Liptowskim św. Mikulaszu, w miejscu publicznem, na oczach ciekawego pospólstwa, na haku „za pośrednie ziobro” (jak podaje legenda – tym razem ściśle) powieszony. Drugi zbój Uhorczik, jego były mistrz był łamany kołem, zaś członek bandy Krutnica, został ścięty mieczem.

Ciała skazanych wystawiono na widok publiczny, aby odstraszały innych od tego niecnego procederu.

Tak więc przedstawia się życie i koniec Janosika. Pan Krzyżanowski kończy swoją interesującą pracę następującemu ogólnemi uwagami:

Każde nieomal pasmo górskie, każda podkarpacka ziemia w długim łańcuchu Karpat ma swego zbójnickiego bohatera, którego lud darzy sympatją, nadając mu cechy rycerskie i szlachetne i akcentując częstokroć społeczny walor jego czynów.

Ma więc Bukowina podanie o Ketarze, Huculszczyzna o Doboszu, Ruś Podkarpacka o Marczaju i Dańce, Ruś Czerwona o Madeju, Łemkowszczyzna o Barnasiu i Podgórskim, Żywiecczyzna o Proćpaku, że wymienię tylko najgłośniejszych przedstawicieli zbójnickiego rzemiosła.

Tak jednak, jat Tatry królują nad pozostałemi pasmami Karpat, tak postać tatrzańskiego zbójnika, Janosika, góruje nad innymi bohaterami legend.

Uważny badacz dostrzeże pomiędzy wątkiem legendy a prawdą historyczną o Janosiku liczne podobieństwa i analogje, wskazujące zależność legendy od prawdziwości zdarzeń.

Dostrzeże i liczne różnice i rozbieżności trudne nieraz do wytłumaczenia, gdyż historja o Janosiku, ustawicznie przerabiana i upiększana w niejednym szczególe, daleko odbiegła od swego realistycznego pierwowzoru, który przekazały potomności kroniki sądowe.

Może zestawienie prawdy z legendą pozwoli odpowiedzieć na nasuwające się w pierwszym rzędzie pytania, dlaczego właśnie Janosik, a nie inny herszt zbójecki, urósł na miarę bohatera i dlaczego postać tę lud złączył ściśle z Tatrami, podczas gdy w rzeczywistości Janosik może nigdy w Tatrach nie był, zbijając u ich podnóża po bogatych dziedzinach węgierskich.

Wykazywanie i tłumaczenie różnic i analogij przekracza ramy szkicu historycznego, bo to już inny proces Janosika, proces przetwarzania prawdy historycznej w prawdę legendy na prawdę sztuki, tych najprawdziwszych z prawd.

Komentarze