Poniższe fragmenty pochodzą z książki Mariusza Zaruskiego, „Na bezdrożach tatrzańskich” 1923 r.

POŁUDNIOWA ŚCIANA ZAMARŁEJ TURNI.

DROGA I WARJANT.

Gdy niedawno, pisząc o pierwszem wejściu na Zamarłą Tur­nię południową jej ścianą, określiłem tę drogę jako „najtrud­niejszą z istniejących w Tatrach”, sąd o tej ścianie oparłem na swej obserwacji i opowiadaniu jej pierwszych zdobywców. Dziś, przeszedłszy (III wejście) z A. Znamięckim tę drogę, mogę podać garść szczegółów z bezpośredniego zaznajomienia się z tym szlakiem, tem chętniej, że nie potrzebuję cofać swych słów lub tłumaczyć omyłki.

Ściana ta ma dla mnie urok rzeczy rzadkich w czasach dzi­siejszych: prostoty i śmiałości. Olbrzymia płyta granitowa, wy­strzelająca z piargów Pustej Dolinki pionowo niemal w błękity — oto cała jej charakterystyka. Rzeźba słaba, pęknięcia niegłębokie; jedyna grzęda większa — jakaś niewyraźna; nawet kominy i rysy pozbawione są cech swoich wybitnych. Słowem: ściana w najbardziej do pospolitego zbliżonem znaczeniu.

Równie prostolinijną jest droga.

Oto ona.

W miejscu, gdzie piarg najwyżej podchodzi (wklęsłość w ścia­nie), widać trzy rysy, przetykane trawkami i zbiegające się na wysokości jakichś 60 m. w płytki kominek. Idziemy środkową (pierwsi zdobywcy szli lewą) rysą, stromemi, trawiastemi stopnia­mi, następnie’— nieco wskos w prawo ok, 20 m. kominkiem, który wyprowadza nas do haka (trawiasta półeczka). Przed nami bar­dzo stroma płyta, kończąca się przewieszone mi, o kolorze rdzy ściankami; w środku płyty odłupany przez piorun biały, podłużny prostokąt 1 m. wysokości; obok niego z prawej strony biegnie wprost w górę rysa. Rysą tą, ok. 20 m., pod rdzawe ściany (hak). Stąd, obniżywszy się nieco, trawersujemy w lewo 6 m. (hak); ostatni krok w powietrzu na pochyłą skalną płasienkę. Trawers ten niezmiernie eksponowany, o skąpych, ale pewnych stopieńkach i chwytach, o tyle jest efektowny, o ile nietrudny. Stoimy teraz u podnóża płytkiego, prawie pionowego komina, którego górna część niewidoczna. Tu czwarty hak. Kominem wspinamy się ok. 15 m.

(…)

Trawers jest to właściwie koń skalny, stający dęba pod samą przewieszoną (górną) ścianką „wielkiej niszy”; brak chwytów i opar­cia dla stóp. Przesuwamy się po boku jego, znajdując na płycie niewyraźne łyżeczki dla stóp i znikome chwyty na grzbiecie konia. Wysiłek ogromny. Cały koń gładki, jakgdyby polerowany.

(…)

My zaś z upłazka wstępujemy w prosty i gładki komin, któ­rego prawą ściankę stanowi wspomniana grzęda. Tu wbijamy hak. Kominem tym o krzesanych ścianach i bardzo skąpych chwytach wspinamy’ się skośnie cokolwiek w prawo, 30 m. i stajemy na siodełku w grzędzie, gdzie wrarjant nasz łączy się z drogą pierw­szych zdobywców. Na siodełku, na samej krawędzi, doskonały blok do asekuracji. Stąd łatwym zupełnie trawiastym kominkiem na szczyt.

Wspomniałem na wstępie, że drogę tę jako całość uważam za najtrudniejszą ze znanych dotychczas dróg tatrzańskich.

Wymaga ona dużego zasobu siły i umiejętności technicznej, albowiem zachodzi tam potrzeba przeważnie ciężkiej taternickiej pracy. O ekspozycji, która jest bez przerwy niemal ogromna, nie mówię. Świadczyć może o niej fakt, że głaz strącony przez nas góry ostatniego 30 m. komina, odbiwszy się raz tylko o parę metrów poniżej swego odwiecznego gniazda, nie dotknął więcej już ściany i gruchnął prosto na piargi.

Są, bez wątpienia, na innych szlakach tam i ówdzie fragmenty, nie ustępujące pod względem trudności poszczególnym częściom tej drogi; są to jednak fragmenty. Całość każdej — łatwiejsza.

Dla uniknięcia nieporozumień za właściwe uważam tu za­stanowić się nad znaczeniem taternickiem pojęcia trudności. Gdy­byśmy bowiem zechcieli w tej sprawie przeprowadzić ankietę z pewnością otrzymalibyśmy od turystów zupełnie sprzeczne, a co prawdopodobniejsze niewystarczające określenia pojęcia.

W taternickiem znaczeniu, trudnem nazywamy miejsce zazwyczaj pozbawione chwytów, albo posiadające ich za mało dla przejścia którego potrzebny jest wysiłek fizyczny, wsparty wysiłkiem woli, nerwów, uwagi, w ogóle sił duchowych czło­wieka — bez względu na to, czy przejście odbywa się na dole czy nad przepaścią. Z tego względu najbardziej powietrzne przej­ście o licznych i dobrych chwytach nazywamy łatwem.

Na pierwszy rzut oka siła i zręczność, to dwie kardynalne cnoty dobrego alpinisty. Wszakże myliłby się ten, ktoby sądził iż posiadając jedną i drugą, można bezpiecznie wybrać się w wysokie góry: te dwie cechy, dające człowiekowi dużo pewności siebie, w górach mogą się stać dla niego zgubnemi. Dobrego taternika czy alpinistę winna cechować wytrzymałość fizyczna (co nie jest identyczne z siłą), zręczność; lecz w większym jeszcze stopniu dobre oko i zimna krew; obojętność na przepaście rozumie się sama przez się. Dobre oko — to znaczy zdolność ocenienia odległości i pochyleń, zdolność spostrzega­nia najmniejszych nierówności skały i kombinowania ich w syntezę chwytów i stopieńków dla nóg; zimna krew — to spokój nerwów i równowaga ducha w najtrudniejszych momentach i miejscach.

(…)

Wracając do Zamarłej Turni, postaram się uzasadnić swoją niej opinję. Powiedziałem, iż droga ta wymaga ciężkiej taternickiej pracy. Trudności tam są tego rodzaju, że nie dadzą się pokonać samą tylko siłą; nie można wielu miejsc wziąć jedynie zręcznością. Bystre oko i spokój nerwów pozwolą widzieć chwyty większe i zupełnie znikome, wszakże potrzeba nieustannie kombinować je w złożone systemy trzymania się na pionowych często skałach, stosując bądź dolne chwyty, bądź rozparcia się na przeciw ległych ściankach, przy pomocy nóg, łokci, czasem nawet głowy (nisza w górnym trawersie).

Do pokonania wszystkich przeciwności potrzeba tu siły, zręczności, zarówno jak wyszkolenia taternickiego, pozwalającego na stosowanie różnych złożonych sposobów umiejętnej wspinaczki.

A ponieważ trudności techniczne piętrzą się tam, niemal bez przerw y na całej przestrzeni — z wyjątkiem niedużej części nad piargami i w pobliżu szczytu, — mniemam , iż usprawiedliwionym jest sąd mój o tej ścianie i określenie drogi jako najtrudniejszej w Tatrach.

Mariusz Zaruski
Komentarze